Pogoda

Sonda
Gazetki reklamowe
Najczęściej czytane
Najczęsciej komentowane
Studenckie absurdy uwiecznione w filmie
Adam Walkowski (z lewej) z Mateuszem Nowackim, odtwórcą jednej z głównych ról podczas premiery „Student Break”
Skąd wziął się pomysł na tak długi film offowy? Mnóstwo zabawnych sytuacji, całkiem logiczny scenariusz - skąd czerpaliście inspirację?
- Pomysł zrodził się dość przypadkowo w formie żartów na jednym z wykładów na drugim roku studiów. Zauważyliśmy, że zarówno w szkole średniej jak i na studiach doświadczaliśmy różnych absurdalnych zjawisk systemu edukacji i później przenosiliśmy te sytuacje do scenariusza. Szybko okazało się, że pomysłów na ukazanie analogii pomiędzy uczelnią a więzieniem jest całkiem dużo (śmiech). Początkowo planowaliśmy po prostu stworzyć razem zabawny film krótkometrażowy, który byłby naszą pamiątką z czasów studenckich. Pomysł bardzo dobrze przyjął się wtedy wśród studentów naszego roku. Niestety były ogromne trudności z uzyskaniem pomocy uczelni w realizacji, a szczególnie brakowało nam odpowiedniego sprzętu nagraniowego, więc całe przedsięwzięcie przez kolejne trzy lata kilkakrotnie upadało i było wznawiane. Być może miało to tę zaletę, że pomysł dojrzał, my doświadczyliśmy kolejnych absurdów uczelnianych i rozwinął się scenariusz. Dzięki pomocy Akademickiego Centrum Kultury na UG udało się nam rozpocząć nagrania na początku 2010 r. Nikt z nas, poza doświadczeniami z amatorskimi filmami, nie miał wiedzy o produkcji filmowej, zwłaszcza fabularnej, więc początkowo trochę eksperymentowaliśmy i uczyliśmy się jak to wygląda, a później na szczęście starczyło uporu, aby dociągnąć film do końca.
Czy wszyscy twórcy są studentami?
- Zdecydowana większość jest studentami lub świeżo upieczonymi absolwentami Politechniki Gdańskiej. Główna część ekipy poznała się na Wydziale Elektroniki, Telekomunikacji i Informatyki - stąd momentami humor w filmie nieco mocniej dotyka problemów studentów informatyki, elektroniki czy robotyki. Kilka osób w ekipie filmowej studiuje równolegle zarządzanie na drugim kierunku, co też jest źródłem wielu anegdot i miało z pewnością wpływ na kształt filmu. Osoby spoza uczelni, które uczestniczyły w przedsięwzięciu to nasi koledzy, którzy stworzyli muzykę, Tomasz Maszczyk (w filmie dziekan Henryk Papier) z radia Zet oraz Wojciech Tremiszewski (w filmie Pan Sierżant) z trójmiejskiego kabaretu LIMO. Pochodzimy z różnych miejscowości – m.in. z Trójmiasta, Władysławowa, Malborka, Olsztyna. Ze względu na studia i pracę większość członków ekipy filmowej mieszka obecnie w Gdańsku.
Czy życie na gdańskiej "Polibudzie" rzeczywiście przypomina niekiedy tę straszną filmową Politechnikę Stanową?
- Chwilami nie jest aż tak źle (śmiech). Żeby zrozumieć jak wiele człowiek potrafi wytrzymać, trzeba przeżyć sesję na politechnice... Ale poważnie - film jest oczywiście przerysowaniem zjawisk, których my i nasi znajomi doświadczyliśmy w trakcie studiów, nie tylko na Politechnice Gdańskiej. Tworząc scenariusz chcieliśmy uchwycić absurdy uczelnianego świata, który potrafi być naprawdę zakręcony, niesprawiedliwy i przygniatający, a w którym studenci jakoś muszą sobie radzić. Im dalej brnęliśmy w ten temat, tym bardziej zależało nam, aby stworzyć film jak najbardziej uniwersalny, który odnosiłby się do studiów na kierunkach technicznych w ogóle. Choć nie da się ukryć, że w filmie jest wiele elementów, które będą miały szczególnie znaczenie konkretnie dla studentów Politechniki Gdańskiej.
A akademiki? Te zwariowane sytuacje musiały być czymś inspirowane. Na jakie dziwne rzeczy Wy sami trafialiście w trójmiejskich akademikach?
- Tak się złożyło, że zdecydowana większość osób tworzących film nigdy nie mieszkała w akademikach, co nie znaczy, że na stancjach nie bywa podobnie... Zatem sami musieliśmy poznać te miejsca, tamtejsze zwyczaje i typowe problemy przed zabieraniem się za filmowanie. Studenci stanowią pewną charakterystyczną grupę społeczną, a studenci mieszkający w akademikach stanowią jeszcze bardziej charakterystyczną grupę. Imprezy, zakuwanie, oddawanie projektów na ostatnią chwilę, wpuszczanie znajomych oknem - zdecydowana większość scen w filmie była odniesieniem do tego, co poznaliśmy i czego sami doświadczyliśmy. Ciekawostką w domach studenckich są niewątpliwie kujnie - czuli odosobniony pokój dla nielicznych, którzy muszą się pouczyć, a nie potrafią się wyciszyć podczas codziennych imprez. Chyba najbardziej niesamowitym zjawiskiem z jakim się zetknęliśmy była informacja o corocznym koczowaniu studentów przez kilka dni (nawet w namiotach) w kolejce pod akademikiem, aby załapać się na wolny pokój.
Film miał już swoją premierę i co dalej? Będzie jeszcze wyświetlany w kinach? Podczas juwenaliów?
- Aktualnie zgłaszamy projekt na kilka festiwali filmów niezależnych. Nasz film niestety nie spełnia regulaminu wielu festiwali, gdyż... jest za długi. Pracujemy też intensywnie nad jego rozpowszechnieniem drogą internetową. Promocja filmu to dla nas zupełnie nowe doświadczenia i właściwie kolejna okazja, aby sprawdzić swoją wytrwałość w tym przedsięwzięciu.
Panie z dziekanatu nie pogniewały się na Was? Nie było żadnych kłopotów na uczelni po premierze? Czy raczej wszyscy przyjęli ten humor na luzie? Jakby nie patrzeć, znakomicie wyśmialiście wszystkie kłopoty, z jakimi boryka się na co dzień student…
- Oczywiście były obawy. Każdy z nas trochę inaczej postrzegał możliwe konsekwencje negatywnego odbioru filmu. Od początku produkcji staraliśmy się planować scenariusz w taki sposób, aby nikogo nie uraził i aby żart nie dotykał konkretnych osób czy instytucji. Przygotowaliśmy specjalne zaproszenia na premierę filmu w formie indeksów Politechniki Stanowej i wręczyliśmy je kilkudziesięciu pracownikom Politechniki Gdańskiej - w tym paniom z dziekanatu. Po premierze opinie były na szczęście pozytywne, a niektóre nawet bardzo pozytywne - w końcu film dotyczy miejsc, w których wszyscy spędzamy lub spędziliśmy kawałek życia. Natomiast prócz parodiowania uczelni i jej pracowników istotnym aspektem było także stworzenie satyry na postawy i styl życia studentów. Wielu aspektów studiowania niestety nie udało się z różnych przyczyn zawrzeć w filmie, ale mogą one stanowić solidną podstawę do drugiej części.
Można więc liczyć na kolejne produkcje waszej ekipy? Czy są już realne plany drugiej części?
- Wiele osób biorących udział w filmie traktowało to przedsięwzięcie jednorazowo, jako pamiątkę i formę przygody. Są jednak wśród nas osoby, które chciałyby jeszcze kilka filmów nakręcić... Ponadto po premierze zgłosiło się do nas kilka osób, którym film się po prostu podobał i które zadeklarowały swoją pomoc w tworzeniu jego kontynuacji. Także powoli zbieramy pomysły i kontakty z osobami chętnymi do współpracy. A druga część… No cóż, wygląda na to, że rodzi się też koncept, jak pośmiać się z uniwerków, uczelni prywatnych i studiów doktoranckich (śmiech).
Rozmawiał Mikołaj Podolski
Film "Student Break" znajduje się na stronie student-break.inventcore.net, gdzie zamieszczono również mnóstwo informacji o samych twórcach i mrożącej krew w żyłach Politechnice Stanowej.
Powrót









