materiały partnera
Bałtyk Pomorzanie znają na pamięć: Hel w sierpniu to zatłoczone deptaki, a Półwysep Helski po drugiej stronie wody widać z każdego mola w Trójmieście. Tymczasem ośmiogodzinna trasa na południe potrafi się opłacić — bo nad polsko-słowacką granicą rozciąga się 12-kilometrowe jezioro, nad którym stoją dwa średniowieczne zamki, a turystycznych tłumów jest kilka razy mniej niż w Zakopanem. Pieniny i Jezioro Czorsztyńskie to dla mieszkańca Pomorza jeden z mniej oczywistych pomysłów na lato — zwłaszcza w wersji z pełnym wyżywieniem na miejscu.
Trasa wygląda znajomo: A1 do Łodzi, S8 do Piotrkowa, A1/DK1 do Katowic, A4 do Krakowa, S7 do Nowego Targu, potem droga wojewódzka 969 do Niedzicy. Około 770 kilometrów i 8–9 godzin jazdy z postojami. To dłużej niż na Mazury, ale o jedną trasę górską mniej niż do Tatr — i bez konieczności trzymania się obwodnicy Zakopanego. Niedzica leży nad samym jeziorem, na granicy ze Słowacją, w cieniu zamku Dunajec.
Najwyższy szczyt Pienin Polskich, Trzy Korony (982 m n.p.m.), to wejście dla każdego sprawnego dorosłego — od Sromowiec Niżnych około półtorej godziny w górę. Bilet do Pienińskiego Parku Narodowego w 2026 roku to 9 zł normalny i 4,50 zł ulgowy. Po drodze, około 200 metrów pod szczytem Trzech Koron, mija się Zamek Pieniński — kilkadziesiąt metrów muru z XIII wieku, związany z legendą św. Kingi szukającej tu schronienia przed Tatarami. Niewielka ciekawostka historyczna, ale punkt obowiązkowy dla każdego, kto idzie szlakiem.
Drugi dzień najlepiej spędzić na wodzie. Po Jeziorze Czorsztyńskim (12,32 km², powstałe w 1997 r. po wybudowaniu zapory wysokości 56 metrów) kursują statki spacerowe i tratwy. Velo Czorsztyn — asfaltowa trasa rowerowa wokół całego akwenu — to około 28 kilometrów, do przejechania w pół dnia z dziećmi. Klasyk to spływ Dunajcem ze Sromowiec Wyżnych do Szczawnicy — 2,5 godziny tratwą flisacką, wąwozami Pienin, z paroma legendami od retmana w gratisie.
Tu pojawia się argument, którego Bałtyk już od dawna nie ma na masową skalę: spokojne pensjonaty z pełnym wyżywieniem na miejscu. Po dniu w górach albo na wodzie nikt nie chce szukać o 19:00 wolnego stolika w restauracji — a w sezonie nawet w Niedzicy potrafi to być wyzwanie. Dlatego dla rodzin i par dobrym wyborem są noclegi z pełnym wyżywieniem w Pieninach: śniadanie w formie stołu szwedzkiego i obiadokolacja w jednym budynku, plac zabaw i grill na terenie, parking w cenie, widok z okien na zamek Dunajec albo zaporę. Dla porównania: w Trójmieście za podobny pakiet z pełnym wyżywieniem płaci się 2–3 razy więcej.
Sezon kąpielowy nad Jeziorem Czorsztyńskim trwa od czerwca do września — woda nagrzewa się do 22–24°C w lipcu. Złota jesień (październik) to szlaki Pienin praktycznie bez tłumów, czego o Bałtyku w bezdeszczowy październikowy weekend już dawno nie można powiedzieć. Maj i wczesny czerwiec to zielono, cicho, łatwa dostępność rezerwacji. Zimą jezioro zamarza — wtedy nad granicą króluje Góra Wdżar (narty w Kluszkowcach) i słowackie termy w Gorącym Potoku, 15 minut jazdy za przejściem.
Dla Pomorzanina przyzwyczajonego do tego, że morze jest 20 minut spacerem, Pieniny to inne wakacje: 982 metry nad poziomem morza zamiast 0, jezioro zamiast zatoki, dwa zamki zamiast latarni morskiej. Trzy–cztery dni nad Czorsztyńskim, z pełnym wyżywieniem i widokiem na góry, to jeden z tych wyjazdów, po których wraca się do Trójmiasta opaloną — ale od słońca odbijającego się od wody w innym akwenie, niż się przyzwyczailiśmy.